Chiny: Mimo prześladowań chrześcijaństwo odnosi zwycięstwo

Mimo wzmożonych prześladowań chrześcijaństwo w Chinach przybiera na sile. To budzi ogromną trwogę wśród komunistów w Pekinie, bo już dziś chrześcijan jest w Państwie Środka więcej niż członków Komunistycznej Partii Chin (KPCh).

“Niebezpieczny trend”

Raport opublikowany pod koniec lutego br. przez Freedom House, amerykańską organizację pozarządową działającą na rzecz obrony praw człowieka, stwierdza, że prześladowania chrześcijan w Chinach nasiliły się, od kiedy do władzy doszedł w 2012 r. Xi Jinping. Prezydent ChRL ogłosił wtedy kampanię sinizacji religii mającą polegać na tym, że kościoły, m.in. za pomocą symboli, muszą się dostosować do „kultury i społeczeństwa chińskiego, będącego pod władzą komunistyczną”. W 2013 r. w dokumencie nr 9 (dokument ten miał być tajny, ale dzięki dziennikarce Gao Yu trafił do zachodnich mediów), czyli okólniku z instrukcjami dla członków partii komunistycznej, wśród „niebezpiecznych trendów” w Państwie Środka wymieniono rosnące w siłę chrześcijaństwo.

Nic więc dziwnego, że w walce z chrześcijaństwem władza sięga po praktyki stosowane  w okresie krwawej rewolucji kulturalnej zainicjowanej przez Mao Zedonga. Usuwane są krzyże z kościołów, burzone świątynie i domy modlitw, a wierni są aresztowani. W  lipcu 2015 r. na rozkaz lokalnych władz doszło do podpalenia krzyża na budynku kościoła protestanckiego w mieście Taizhou na wschodnim wybrzeżu ChRL. Zdjęcia z tego zajścia szybko rozprzestrzeniły się w chińskim internecie. Internauci komentowali, że takie praktyki stosują teraz terroryści z Państwa Islamskiego. Przypominali, że w przeszłości w Chinach palono kościoły i krzyże w czasie powstania bokserów (zbrojne wystąpienie ludowe w północno-wschodnich Chinach w latach 1899–1901, skierowane przeciwko cudzoziemcom i dynastii Qing) i w okresie rewolucji kulturalnej (1966–1976). „Hunwejbini robili to z rozkazu władzy komunistycznej. Tak samo dziś niszczone są kościoły i krzyże z rozporządzenia władz w Pekinie” - napisał jeden z internautów.

“Moim sojusznikiem jest Bóg”

Gdy represjonowanym chrześcijanom i kościołom na pomoc ruszyli prawnicy, władza postanowiła rozprawić się także z nimi. W połowie 2015 r. zatrzymano ponad 300 prawników, wśród nich  jednego z najbardziej znanych mecenasów chińskich - Zhang Kaia. Wykształcony w USA Zhang prowadził w Pekinie kancelarię prawniczą i nieraz podejmował się spraw, które budziły duże emocje w Państwie Środka. Reprezentował m.in. rodziców, których dzieci zachorowały w wyniku spożycia mleka zatrutego melaminą. W 2008 r. melaminę wykryto w mleku produkowanym przez firmę Sanlu. Środka tego używa się m.in. do wyrobu farb i lakierów, a dodawano go w Chinach do mleka, by zafałszować wyniki badań jakości. Po spożyciu skażonego mleka zmarło sześcioro dzieci, a ponad 300 tys. uległo zatruciu. Ale Zhang Kai to także zagorzały chrześcijanin. Gdy ostrzegano go, by nie podejmował się obrony chrześcijan, bo to oznacza kłopoty z władzą, Zhang odpowiedział: „Ale moim sojusznikiem jest Bóg” i założył grupę „Prawnicy za ochroną krzyża” skupiającą mecenasów z całego kraju gotowych nieść pomoc prawną kościołom, z których usuwane są krzyże i których wierni broniący krucyfiksów trafiają do aresztów.

Po zatrzymaniu Zhanga przez kilka miesięcy nie było wiadomo, co się z nim dzieje. W lutym 2016 r. w materiale nadanym przez stację telewizji publicznej w Wenzhou Chińczycy mogli zobaczyć bladego Zhanga, który przyznaje się, że jest winny „naruszenia porządku społecznego” i „działania na szkodę bezpieczeństwa państwa”. Zhang zwrócił się także do innych prawników, aby „nie byli w zmowie z cudzoziemcami, nie brali pieniędzy od zagranicznych organizacji i nie angażowali się w działalność, która nie jest zgodna z prawem i jest szkodliwa dla bezpieczeństwa i interesów państwa”. W przygotowanym przez chińskich dziennikarzy materiale Zhang został nazwany „mózgiem wielu nielegalnych religijnych zgromadzeń”.

Telewizyjne „przyznanie” się Zhang Kaia do winy nie jest pierwszym, jakie ukazuje się w telewizji w Chinach. Takie praktyki, często wymuszane torturami, stały się dość częste za rządów prezydenta Xi Jinpinga. I znów chińskim internautom przypomniało to publiczne przyznania się do winy z okresu rewolucji kulturalnej  czy propagandowe nagrania Państwa Islamskiego, którego ofiary tuż przed straceniem zrzekają się wiary chrześcijańskiej.

Pod koniec marca 2016 r. Zhang został zwolniony z więzienia, co było wynikiem nacisków adminstracji amerykańskiej tuż przed wizytą prezydenta Xi Jinpinga w USA.

Więcej chrześcijan, mniej komunistów

Pastor Bob Fu, założyciel chrześcijańskiej organizacji China Aid Association (CAA), uważa, że sytuacja chrześcijan w Państwie Środka jest najtrudniejsza od czasów rewolucji kulturalnej. Jednak mimo to chrześcijaństwo jest w Chinach najszybciej rozwijającą się religią - co roku zwiększa o 10 proc. liczbę wiernych. Jeśli ten wzrost się utrzyma, to do 2030 r. będzie prawie 250 mln wiernych, a więc znacznie więcej niż w Brazylii, USA czy Meksyku. “Chiny staną się krajem o największej liczbie chrześcijan na świecie” - twierdzi socjolog Fenggang Yang, który stoi na czele Centrum Religii i Społeczeństwa Chińskiego na amerykańskim Uniwersytecie Purdue.

Tymczasem chińska Partia Komunistyczna (KPChL) sama traci członków i m.in. dlatego rozpoczęła kampanię przeciwko kulturowym wpływom Zachodu, czyli przeciwko chrześcijaństwu. Dziś KPChL liczy ok. 85 mln członków, a według wydawanej w USA i na Tajwanie chińskojęzycznej gazety „Epoch Times” w ciągu ostatnich 13 lat z partii wystąpiło ponad 270 mln Chińczyków.

Chrześcijaństwo zmieni tkankę chińskiego narodu

Jak to możliwe, że w komunistycznym kraju i pomimo represji chrześcijaństwo przybiera na sile? Zapytany o to przeze mnie dr Wang Ming – jego historia była inspiracją dla twórców amerykańskiego filmu “Bóg nie umarł” – wyjaśnił, że dziś w Chinach największym problemem są korupcja, nieuczciwość i brak odpowiedzialności. ”Szczerze wierzę, że rozwiązanie może przynieść chrześcijaństwo, które wnosi przecież ogromne poczucie odpowiedzialności przed Bogiem. Chiny będą musiały zbudować rządy prawa i właśnie chrześcijaństwo ma i będzie miało coraz większy wpływ na odradzanie się chińskiego społeczeństwa, a to pomoże np. zatrzymać korupcję” - stwierdził Wang i dodał, że chrześcijaństwo będzie czynnikiem, który zmieni tkankę chińskiego narodu. Podobne stanowisko prezentował w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Daily Telegraph” jeden z chińskich misjonarzy, podkreślając, że wiara daje ludziom to, czego nie jest w stanie dać im rząd. Może ona być odpowiedzią na moralny kryzys trapiący ChRL od czasów rewolucji kulturalnej.

„Watykan zdradzi, odejdę”

W sytuacji większego zainteresowania Chińczyków chrześcijaństwem papież Franciszek i hierarchowie w Watykanie chcą poprawić relacje z Pekinem. Stolica Apostolska może zawrzeć porozumienie, które da Pekinowi prawo do zabierania głosu w sprawie nominacji biskupich. Wielu chińskich, ale nie tylko, katolików nie odbiera takich kroków, tak jak to przedstawia Watykan, za mające ujednolicić Kościół. W wypowiedzi dla „The Daily Telegraph” ks. Dong Baolu z „kościoła podziemnego” w Shijiazhuang w prowincji Hebei określa ewentualny kompromis Watykanu z władzami komunistycznymi jako „zdradę ze strony Rzymu”. „Jeśli tak się stanie, zrezygnuję. Nie zamierzam być częścią kościoła, który jest kontrolowany przez partię komunistyczną” - mówił ksiądz. Emerytowany biskup Hongkongu kardynał Joseph Zen w listopadzie ubiegłego roku w rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA stwierdził, że „wszelkie kompromisy osłabiają pozycję Kościoła”. Urodzony w Szanghaju kardynał dodał, że Watykan powinien mocniej wspierać katolików z Kościoła podziemnego, „zachęcając naszych prześladowanych wiernych w Chinach, aby byli odważni”. Hongkoński duchowny twierdzi: „ci w Rzymie, którzy pragną odnieść sukces za wszelką cenę, idą w kierunku kompromisu, który w istocie jest bezwarunkową kapitulacją, a to jest dokładnie to, czego pragnie Pekin”. Podobnie uważa pastor Bob Fu. Jego zdaniem, jakiekolwiek ustępstwa ze strony Watykanu na rzecz władz komunistycznych w Pekinie to „zdrada wobec chińskiego Kościoła katolickiego, a przede wszystkim wobec tych, którzy cierpią, a nawet stali się męczennikami”.

Franciszek milczy o prześladowanych

A męczennikiem na pewno był zmarły na początku 2015 r. w chińskim więzieniu  katolicki biskup Kosma Shi Enxiang z diecezji Yixian w prowincji Hebei. Hierarcha spędził w areszcie łącznie 54 lata, a skazany został za to, że odmówił zrzeczenia się lojalności wobec Stolicy Apostolskiej. Rodzina biskupa Shi twierdzi, że mógł umrzeć w więzieniu w wyniku zagłodzenia albo tortur.

W obliczu takich historii szczególnie niezrozumiałe są gesty, jakie papież Franciszek wykonuje wobec komunistycznych władz prześladujących chrześcijan w Chinach i wobec ich popleczników. Na początku 2016 r., tuż przed Chińskim Nowym Rokiem, Franciszek udzielił wywiadu portalowi Asia Times, w którym ani słowem nie wspomniał o prześladowaniach chrześcijan w Chinach. Za to chwalił ChRL jako „skarbnicę mądrości” i „kraj błogosławiony z wielu względów”, a pytany na przykład o politykę kontroli populacji unikał odpowiedzi krytycznych wobec komunistycznych władz w Pekinie. Prowadzący wywiad Francesco Sisci zastrzegł, że celowo nie pytał papieża o skomplikowane kwestie polityczne i stosunki między Chinami a Watykanem. I nic dziwnego. Pytanie na przykład o sytuację katakumbowych katolików w Państwie Środka pewnie było niewygodne dla włoskiego dziennikarza, który jest częstym gościem państwowej stacji CCTV w Chinach, a swego czasu postulował współpracę Włoch z chińską Centralną Szkołą Partyjną, instytucją, której celem jest kształcenie komunistycznych kadr przywódczych.

Trump działa, Duda milczy

Chrześcijanie w Chinach nie chcą ugody z komunistami i są gotowi na ogromne poświęcenia, by dochować wierności Chrystusowi. Co więc my, żyjący w wolnym świecie, możemy zrobić dla tych prześladowanych w ChRL?

Gdy w 2013 r.  tuż przed Bożym Narodzeniem przeprowadzałam wywiad z pastorem Bobem Fu, zapytałam go, jak my w Polsce możemy pomóc prześladowanym chrześcijanom w Chinach. W odpowiedzi usłyszałam prośbę o modlitwę „za setki tysięcy prześladowanych wiernych w Chinach, za matki i ojców, którzy nie będą mogli w te święta spotkać się ze swoimi dziećmi, ponieważ w ich kraju nie ma wolności religijnej”. Bob Fu dodał także,  żebyśmy apelowali do naszych przywódców, polityków, by zwracali większą uwagę na wzrastające prześladowania chrześcijan w ChRL. O tym, jak ważne jest upominanie się o cierpiących z powodu swojej wiary Chińczyków, mówi także wypuszczony kilka tygodni temu  z więzienia, po naciskach administracji Trumpa, adwokat, także chrześcijanin, Li Heping. Według Li wtedy, gdy władze USA podnoszą w rozmowach ze stroną chińską kwestie uwięzionych i torturowanych prawników, Pekin od razu zaczyna traktować więźniów lepiej. A bez tego wsparcia działania wobec więźniów są okrutne. „Były momenty, gdy chciałem popełnić samobójstwo. Przetrwałem dzięki mojej wierze chrześcijańskiej, odważnemu wsparciu żony i trosce ze strony społeczności międzynarodowej” - wspomina Li Heping.

Takich gestów wsparcia jak ze strony amerykańskiej trudno wypatrywać u polityków w Polsce, którzy często deklarują wierność wartościom chrześcijańskim. Prezydent Andrzej Duda, kontynuator polityki wobec Chin swojego poprzednika Bronisława Komorowskiego, jak Franciszek woli milczeć. W czerwcu 2016 r. grupa byłych działaczy antykomunistycznej opozycji, ekspertów ds. Chin i dziennikarzy w liście skierowanym do prezydenta RP wyraziła nadzieje, że rządzący w Polsce poruszą temat prześladowań w Chinach w czasie wizyty prezydenta Chin Xi Jinpinga w Polsce, bo jak pisano, stosunki polsko-chińskie „nie mogą być zdrowe i przewidywalne, jeśli nie ma reformy prawa w Chinach, a  wolności słowa i wyznania są poważnie naruszane. W najlepszym interesie Polski jest współpraca z krajami, które podzielają nasze wartości rządów prawa, praw człowieka i sprawiedliwości”.

Andrzej Duda na list nawet nie odpowiedział.
List: http://haniashen.blogspot.tw/2016/06/list-do-prezydenta-andrzeja-dudy.html

Hanna Shen
http://haniashen.blogspot.tw/
______

Od Redakcji: Przeżyj pasjonującą przygodę z Bobem Fu, człowiekiem niosącym brzemię w swoim sercu, który od początku chciał dokonać trwałej zmiany w sobie i życiu swoich rodaków. Dlaczego został tajnym agentem Boga? Jeśli szukasz inspiracji, po prostu zacznij czytać tę książkę! https://idzpodprad.pl/sklep/ksiazki/272-ksiazka-tajny-agent.html








Artykuł pochodzi z nowego numeru "Idź Pod Prąd". Magazyn znajdziecie w kioskach i na naszej stronie: https://idzpodprad.pl/sklep/gazety/271-gazeta-ipp-0572017.html


Skomentuj

Komentuj jako gość

0
warunki użytkowania.

Komentarze

  • Brak komentarzy